Złe wychowanie

czyli jak wkurwić matkę autysty

Wiem, że to nudne, ale tak dla porządku: moi synowie są autystyczni. AU-TY-STY-CZNI. To znaczy, że jadą na innym oprogramowaniu niż ja i ty. I wiele rzeczy dla nas podstawowych jest dla nich wyzwaniem, nad którym spędzamy tygodnie, miesiące i lata. Żeby w jakimś stopniu, JAKIMKOLWIEK, je opanować.

Największe problemy dotyczą sytuacji społecznych i interakcji międzyludzkich. To nie wynika z charakterów moich synów, chamstwa czy czegoś tam – jak wspomniałam: wyłącznie ze specyfiki funkcjonowania autysty. Temat-rzeka i nie będziemy go tu chwilowo zgłębiać. W każdym razie wszystko, co osiągnęliśmy, to, jacy panicze są, jak się (na ogół) zachowują, jest rezultatem mojej nieustającej pracy od ponad dwudziestu lat.

I ja, proszę państwa, dowiaduję się, że opowiada się (rzecz jasna za moimi plecami, bo prosto mi w twarz to już trzeba by mieć jaja), że moi synowie są

UWAGA UWAGA

ŹLE WYCHOWANI

BB jest źle wychowany, bo… jest asertywny… Nie jest cielakiem, któremu można wszystko wmówić, wmusić i urobić jak miękką glinę, żeby dał sobą manipulować. To akurat oprócz ich własnych cech autystycznych jest rezultat mojej katorżniczej roboty, bo panicznie bałam się, że ktoś moje dzieci będzie do czegoś zmuszać, a one mi nie powiedzą. Bo nie opowiadają. Jasne, że cholernie to utrudnia codzienność rodzica, bo „nie” oznacza również „nie dla matki”, jeśli się coś nie podoba, ale BB z prawie wszystkim leci się konsultować z rodzicami, a Jakuba i tak nie da się zmusić do zrobienia czegoś, czego zrobić nie chce. Poza tym mówią to, co myślą, nie zwracają uwagi na konwenanse, jak ktoś wobec nich jest wredny, to mu to mówią, nie czują potrzeby sprostowywania wymogom kulturowym, że – dajmy na to – każdemu starszemu należy się szacunek wyłącznie z definicji. Oni uważają, że na szacunek człowiek sam pracuje. I że działa to w obie strony, bo skoro ma być szacunek dla matki (czy dziadka), to jednocześnie ma być szacunek dla synów (czy tam wnuków dajmy na to – obrazek przykładowy). Nie ma taryfy ulgowej. I jeśli ktoś ich traktuje jak zero, to nie powinien liczyć wzajemnie na nic innego.

Nie było innego wyjścia z tym konsultowaniem, bo oni naprawdę bezkrytycznie wierzą we wszystko, co im się powie. A ludzie to w bardzo wredny sposób wykorzystują dla własnych korzyści. Więc jak BB słyszy „Tylko nie mów mamie o naszych rozmowach.” to wiadomo, że pięć minut później jest u mnie z tematem. Ja wam powiem więcej: po tych wszystkich latach WSPÓŁpracy, udało nam się osiągnąć taki poziom funkcjonowania, że część rzeczy BB jest w stanie samodzielnie filtrować. Ale i tak przychodzi upewnić się, że właściwie odebrał jakieś słowa. Kuba od tym względem jest totalnie poza zasięgiem.

Tak, już wiedzą, że różdżki nie czarują naprawdę... Bolało…

Więc mamy taką sytuację, że po dwudziestu latach codziennej orki i wyprowadzeniu paniczów na jakiś tam poziom funkcjonowania, dowiaduję się, że jestem niewydolna wychowawczo, a moi synowie są chamscy i nie mają szacunku. I tu przypomina mi się jeden obrazek, chyba Mleczki, szczególnie lubiany przez Filozofa, z takim tekstem:

– Czcigodny Starcze
– Tylko nie starcze, ty gnoju!

PS.
Bardzo to dziwne, ale we wszystkich szkołach, do których chodzili panicze, a było tych szkół w sumie osiem, zawsze i wszyscy podkreślali, jacy to moi synowie są dobrze wychowani. Że kulturalni. Że dbają o relacje, chociaż mają z nimi (tymi relacjami) ogromne trudności. Że świetnie wchodzą w relacje z dorosłymi (bo z rówieśnikami bywało różnie). Każdy pracujący z nimi terapeuta chwalił to, jak pracują i jak są zdyscyplinowani na zajęciach. A zajęć mieliśmy od cholery, różnych, bo i logopedia, i rewalidacja, i grafika komputerowa, tenis, basen, kurna ceramika, TUS. Wszędzie same dobre słowa, że oni tacy uprzejmi i chyba nieco w starym stylu dobrze ułożeni… Tylko ich dziadek, który widuje ich raz na kwartał i nawet wówczas trzyma się od nich najdalej, jak tylko może, uważa ich za chamskich, a mnie za niewłaściwie ich wychowującą matkę bez kompetencji.

No wkurzyło nas cholernie, ale byliśmy zajęci takimi pierdołami, jak odwołania, komisje, orzeczenia, diagnozy i opinie i dopiero teraz załapałam, że poza zwykłym chamskim kwestionowaniem mojej wieloletniej pracy, walnęło w AUTYSTÓW. Dwóch niepełnosprawnych chłopaków, przez całe swoje życie ciężko pracujących nad pokonaniem własnych ograniczeń i deficytów. Próbujących przy naszym, Pitera i moim, wsparciu odnaleźć się w życiu, które jest dla nich o wiele trudniejsze niż dla nas i nieustannie stawiające przed nimi wyzwania, o których normalnie funkcjonujący ludzie nie mają pojęcia.

I powiem wam, że nie znajduję słów, żeby to skomentować.

Chociaż w zasadzie… Jeśli masz dwóch autystycznych wnuków i nadal jako obelgi używasz tekstu „Idź do psychiatry!”, to właściwie o czym my tu rozmawiamy?

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.