Zdjęcia rodzinne.

Jak wszyscy wiedzą: z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Chociaż i to bez gwarancji.

Z tymi zdjęciami, to zawsze jest tak samo: wszyscy narzekają „O rany… ona znowu każe się ustawiać do fotografii… Ile można…”, po czym ostentacyjnie robią znudzone miny. Chyba, że akurat ktoś jest BlueBoyem, to wtedy nie. Wtedy robi się głupie miny. Ale takie najgłupsze.

Natomiast jeśli tak się zdarzy, że z jakiegoś powodu przypadkiem zdjęć nie ma, to na bank padnie kwestia: „Ale jak to NIE MA ZDJĘĆ??? No wiesz co?! Jak mogłaś nie zrobić chociaż jednego?!”.

Zatem podczas tych minionych Świąt goniłam towarzystwo do pozowania, pakowałam w kadr, przestawiałam, bo ciągle ktoś kogoś zasłaniał. I wiecie co? Udało się! Zmieściliśmy całą rodzinę na fotografiach (znaczy tę z mojej strony, bo nie widzieliśmy się z rodziną Pitera). Fotografiach w liczbie mnogiej, ponieważ Wigilię i Boże Narodzenie świętowaliśmy z Madre u nas, a potem z Key, naszymi mężami oraz potomstwem przenieśliśmy się do Marianny na spotkanie z rodziną po mieczu.

Poniżej dokumentacja fotograficzna. Ostrzegam, że nie ponoszę żadnej odpowiedzialności za doznania wynikłe z oglądania min naszych wszystkich dzieci – nie udało mi się znaleźć jednego zdjęcia, na którym żadne z nich nie ćwiczyłoby faccia di gomma podczas napadu totalnej głupawki.

Enjoy!

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.