„Włoskie Bierzmowanie”

Zanim jednak musieliśmy stawić czoła brakowi Disney Store, Jakub przypomniał sobie o bierzmowaniu Eveline…

Zresztą trudno się dziwić temu, że sobie przypomniał: wszak bierzmowanie było jednym z dwóch głównych powodów jego zgody na wyjazd do Włoch… Przez dobre dwa tygodnie wałkowaliśmy w domu temat braku odpowiedniej sukienki dla Eve. A potem doszły buty… Pisałam o tym w Key-Boxie, można sobie przeczytać. Byłoby raczej dziwne, gdyby nie zapytał o bierzmowanie. Zwłaszcza, że nazajutrz była niedziela…

Problem polegał na tym, że bierzmowanie miało się odbyć w połowie października, a nie podczas naszego pobytu w Piemoncie pod koniec września… Coś trzeba było zrobić, inaczej totalnie stracilibyśmy w oczach Jakuba jakąkolwiek wiarygodność. Kłamać nie wolno. Przyspieszyć uroczystości się nie da. Co by tu… Jakąś taką niedopowiedzianą aluzję nawiązującą do tematu może… Żeby nie użyć słowa „bierzmowanie”, ale tak jakoś… in occasione della cresima… co przecież będzie absolutną prawdą!

Nieco spanikowane wyszłyśmy z Key i Eve na spacer z psami. No i te psy nam dały nogę do lasu, ale to już zupełnie inna historia. Natomiast nic tak twórczo nie działa na człowieka, jak konieczność życiowa, więc wymyśliłyśmy PODSTĘP.

PODSTĘP polegał na tym, że następnego dnia po śniadaniu Kuba dołączy do Key i dzieci i pojedzie z nimi na włoską mszę. Właśnie w ramach wypowiedzianego po włosku czegoś nawiązującego do bierzmowania. Pełna improwizacja.

Kuba głupi nie jest, sam był bierzmowany, więc wie, jak wygląda bierzmowanie.

I teraz UWAGA! UWAGA!

Wszedł z naszą grę i udał, że jest OK.

Ja nie wiem, czy odebraliście to wystarczająco ŁAŁ i OCH, więc powtórzę:

JAKUB WSZEDŁ W NASZĄ GRĘ W BIERZMOWANIE.

Pojechali w niedzielny poranek do pobliskiego kościoła i dalej relacja mojej siostry brzmi tak:

„Wchodzimy. Siadamy. Kuba rozgląda się dokoła. Spoko. A potem, no ja ci mówię… Wszyscy podnoszą ramiona. Kuba podnosi ramiona. Wszyscy śpiewają. Kuba kątem oka zauważył, że mają śpiewniki i zażyczył sobie śpiewnik. To ja mu BACH! ten śpiewnik podsuwam i otwieram na odpowiedniej stronie! Włoskiego nie zna, ale coś tam sobie pod nosem mruczał na odpowiednią melodię. Trochę się zdziwił, że komunię u nas rozdają szafarki i to podchodząc do ławek, a nie jak w Polsce, że się wychodzi na środek kościoła pod ołtarz. No i że podają do ręki taki pokruszony opłatek, nie okrągły. Ale chyba uznał to za lokalny obyczaj i nie powiedział ani słowa, tylko wszystko bacznie obserwował. Potem oczywiście przekazywał dokoła znak pokoju i znowu śpiewał i chyba bardzo mu się podobało, a przynajmniej ciekawiło. Ale najlepsze było na koniec!!! Bo okazało się, że akurat jest święto Matki Boskiej Jakiejśtam i jak na koniec mszy przestało padać, to ksiądz radośnie oznajmił: „Moi drodzy, niebo nam sprzyja! Teraz zrobimy dziękczynną procesję!”. I rozumiesz buch! on bierze tych swoich kościelnych, figurę Matki Boskiej i leci dokoła kościoła! Trzy razy!!! A Kuba w pełni szczęścia za nim!!!”.

Zapytany po powrocie o wrażenia, Jakub odparł, że dobrze było. Całość zwieńczył rodzinny obiad z Dziadkami Cortese, więc tradycyjnie z mnóstwem doskonałego jedzenia i temat bierzmowania Eve mogliśmy uznać za zamknięty.

Niestety nie mogliśmy powiedzieć tego samego o disneyowskich maskotkach, do których Kuba wrócił zaraz po deserach…

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.