The Day After

Bardzo bolesny jest ten moment dzień czy dwa po wizycie u fryzjera, kiedy jednak trzeba umyć włosy i cała misternie ułożona fryzura odchodzi w niepamięć.

U mnie jest to na ogół poranek następnego dnia, więc jeśli – tak jak teraz, jesienią – wychodzimy z salonu po zmroku, nie mam szansy strzelić selfie z nową fryzurą. Że już nie wspomnę o zdjęciach do dokumentów. Bo do dokumentów to musiałabym jeszcze jakiś mejkap trzasnąć, jako że na co dzień nie używam z powodów alergicznych.

Sama sobie fryzury „jak z salonu” nie zrobię, bo moje zdolności w tej dziedzinie porównywalne są jedynie z moimi wybitnymi osiągnięciami fotograficznymi. Z makijażem jest bardzo podobnie. Zatem nie mam tych zdjęć i dokumentów. I jedyne, co mi pozostaje, to zjeść TORT na pocieszenie. Czy co tam.

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.