Stupinigi

Jadąc do Nichelino mijaliśmy intrygujący kompleks budynków z czerwonej cegły. Widać, że lata świetności miał dawno za sobą, ale jego rozmiar i położenie wzbudzały ciekawość.

Okalały z dwóch stron rondo i prowadziły dalej wzdłuż obsadzonej drzewami drogi. Prowadziły nie do miasteczka, tylko w szczere pole… A dokoła otaczał je ogromny park…

– Przecież to niesamowite! Co to jest??? – pytałam Key.
– Stajnie.
– Na Boga, jakie stajnie???
– Myśliwskie. Przecież to jest Stupinigi…

Tyle razy mijaliśmy na Tangenziale drogowskazy do Stupinigi i nigdy nawet przez myśl nam nie przeszło, żeby zjechać w boczne drogi i sprawdzić, co się kryje pod tą zagadkową nazwą. A teraz nie dość, że wjechaliśmy w sam jego środek, to nie byliśmy w stanie ruszyć dalej zanim sprawdzimy, co kryją te mocno pokryte patyną czasy zabudowania.

Stajnie. Tak naprawdę to było całe zaplecze Pałacu Myśliwskiego, mieszczące nie tylko konie, ale wszystko, czego Sabaudowie potrzebowali do uprawiania swojej ulubionej rozrywki. Zatem oprócz stajni ulokowali się tu rzemieślnicy, część budynków mieściła mieszkania dla służby, w innych można znaleźć było pocztę, bar czy sklepiki.

To miejsce, niegdyś zapewne tętniące życiem i wypełnione gwarem, sprawia dziś wrażenie zapomnianego przez ludzi, pustego, zaniedbanego. Wprawdzie można nadal zjeść lunch albo napić się czegoś w jednej z restauracji lub barów, ale reszta pogrążona jest w ciszy i tchnie nostalgią.

Zajrzeliśmy do bram i na podwórka. Wszechobecna ruina przygnębia, chociaż nadal w niektórych domach mieszkają ludzie.

Część zabudowań należała do Zakonu Maurycjanów. Mieli tu nie tylko swój dom zakonny, ale prowadzili również szkoły. Key twierdzi, że nadal większość tego zrujnowanego kompleksu należy do kościoła, który od dawna nie robi tam nic, chociaż obiekt idealnie nadaje się do wykorzystania na cele mieszkaniowe, turystyczne czy edukacyjne.

Trafiliśmy tu pięknego jesiennego dnia. Miękkie światło szykującego się do zimowego odpoczynku słońca potęgowało wrażenie opuszczenia i rezygnacji. A jednak był to niezwykły spacer, po którym pozostały nam zapadające w pamięć refleksje. Byliśmy gotowi na nowe przygody.


PS.
MUSZĘ dodać to zdjęcie.

Szczęśliwy Kuba. Przez chwilę. Mimo wszystko.

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.