SOR

czyli: się ostatecznie rozłożyłam

Wierzysz, Zoe, w samospełniającą się przepowiednię? No cholera właśnie w taką wdepnęłam! Chociaż w sumie nie była to przepowiednia, tylko zwykła literówka…

Ale jak zwał, tak zwał: leżę i zdycham. Głównie z powodu takiego jednego mięśnia, o którym myślałam, że jest dla ozdoby, a okazało się, że i owszem – jak w niego postrzał nerwobólowy trafi, to ani oddychać, ani ręki podnieść. Dobrze, że lewej, to mnie nie musieli przynajmniej poić poranną herbatą przez słomkę…

No i z planów dzisiejszego pisania nici, bo wprawdzie mogę ruszać palcem na myszy, ale już z klawiaturą jest słabiej. Mogę sobie co najwyżej pobudować jakieś domy moim Simom. A jak boli, to i ubieranie myśli w słowa pisane, brutalnie nie wykracza poza „Noż kurwa, ile można???„. Więc BB robi drożdżówki cynamonowe i gotuje zupę dyniową, Kuba nadal piłuje Odę do radości, tyle, że mu nauczyciel dorzucił jakieś utrudnienia, w Biedronce podobno mają tydzień francuski – a ja nie widzę siebie drałującą po schodach… No i trzeba by pojechać po większą ilość tego Ziarna Sezamu, bo jak Piter sam pojedzie, to przez pomyłkę gotów wziąć Antyczny Marmur… A w ogóle to bym jednak sprawdziła tę Siłę Wanilii, tak na wypadek.

I tyle u mnie. A jakby ta zupa i drożdżówki, to od razu podrzucę linki:

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.