Sacra di San Michele

Wiecie, że Sacra di San Michele zainspirowała Umberto Eco do napisania Il nome della rosa?

Położone na szczycie Pirchiriano, w połowie drogi z Monte Sant’Angelo na Półwyspie Gargano w Apulii do Le Mont Saint-Michel w Normandii, góruje nad okolicą. Nie sposób go nie dostrzec. Zanim wybudowane w X wieku romańskie opactwo Benedyktynów stało się schronieniem dla pielgrzymów, wzgórze to było od neolitu siedzibą kolejnych plemion, od Ligurów, przez Celtów, Rzymian, Longobardów po Saracenów.

Jak zwykle strategiczne (nie tylko dla pielgrzymów) położenie i związane z nim możliwości pomogły w wielokrotnej rozbudowie i powiększaniu opactwa oraz gromadzeniu bynajmniej nie duchowych dóbr, ale również przyczyniły się do sporów i konfliktów oraz walki o wpływy i władzę. Większości z nich można się jedynie domyślać, być może żałując, że stare kamienne mury nie potrafią opowiedzieć historii, których były świadkiem.

Zostawiamy samochód na parkingu i powoli podążamy ścieżką na wzgórze. Robimy przystanek przy ruinach dawnego kościoła Santo Stefano, nazywanych obecnie Grobem Mnichów Il Sepolcro dei Monaci (najprawdopodobniej był wykorzystywany jako kaplica pogrzebowa), potem mijamy kilka dróg odbijających w kierunku wejść do dolnych części opactwa. Nasz cel jest wyżej.

Ponieważ nie jestem dronem tylko druidką i nie mam jak zrobić zdjęcia z lotu ptaka, żeby wam pokazać jak to wygląda, posłużę się odpowiednią fotografią z zakupionego wraz z biletami wstępu foldera.

Mój mąż chyba nadal ma obawy co do wizyty w położonym dość niebezpiecznie nad przepaścią zabytku, ale (zachowując bezpieczny dystans… do mnie) ulega urokowi tego miejsca. Bo faktycznie: opactwo nawet teraz robi ogromne wrażenie. Jakie zatem musiało wywierać na średniowiecznych wędrowcach?

Przechodzimy przez bramę i wspinamy się Scalone dei Morti. Były granicą między światem zewnętrznym, a uduchowioną przestrzenią wewnątrz opactwa. Miały symbolizować trudności życia W położonych wzdłuż nich niszach grzebano mnichów i zasłużonych dla Sacra di San Michele dobroczyńców – stąd wzięła się nazwa Schody Umarłych. Jednak moim zdaniem schody nazwano tak dlatego, że ich pokonanie przyprawia człowieka o stan bliski wyzionięciu ducha…

Przez Portal Zodiaku Portale dello Zodiaco – jak nazwa wskazuje ozdobiony rzeźbami przestawiającymi znaki zodiaku – przechodzimy do schodów wiodących dalej w górę. Zatrzymujemy się na chwilę, żeby złapać oddech i rozejrzeć się po rozległej okolicy.

Wchodzimy do Starego Chóru. To najstarsza część opactwa. Znajdziemy w niej freski przedstawiające legendy o powstaniu opactwa, freski Maryjne (w tym scenę Złożenia Do Grobu) oraz poświęcone Jezusowi. Tu też w XIX wieku przeniesiono z Turynu grobowce niektórych członków sabaudzkiej rodziny królewskiej.

Przez Portal Mnichów wychodzimy na taras widokowy. Dawniej dochodziło się tędy do Starego Opactwa – teraz można podziwiać panoramę Piemontu.

Przed nami ruiny Nowego Klasztoru. Pięciopoziomowy kompleks, wkomponowany w dawne zabudowania oraz skały Pirchiriano, trzykrotnie padł ofiarą najazdów Francuzów w XVII i XVIII wieku i obecnie możemy oglądać jedynie dość malownicze pozostałości po nim. Po wejściu na samą górę znajdujemy windę dla osób niepełnosprawnych, którą można wjechać z pominięciem śmiertelnych schodów. Windy dla osób z ograniczoną mobilnością spotykaliśmy wszędzie, również w zwiedzanych pałacach, ale w ruinach opactwa naprawdę zaskakują.

Dochodzimy do Wieży Pięknej Aldy Torre della Bell’Auda. Nasz cicerone (w cywilu: mój ukochany siostrzeniec Nicholas Jan) nieco się irytuje kiedy chcemy znaleźć w Internecie jej legendę i postanawia opowiedzieć nam ją sam.

Piękna dzieweczka o wdzięcznym imieniu Alda, uciekając przed francuskimi żołdakami (pamiętamy, że Francuzi nieustannie mieli jakieś pretensje do tych terenów, prawda? można się domyślić, że do lokalnej ludności również) schroniła się w klasztornej wieży. Nie chcąc się dostać w ich ręce, błagając o pomoc Madonnę i San Michele (czyli patrona naszego opactwa) skoczyła z tej wieży. Podtrzymana przez anioła przeżyła upadek, co napełniło ją pychą. Dalszy ciąg nie jest jednak zakończony happy endem. Dumna Alda chodziła po okolicy opowiadając, że jest wybranką Boga. Żeby to udowodnić niedowiarkom – rzuciła się z wieży raz jeszcze, tym razem ponosząc śmierć na miejscu.

Zostawiamy Aldę i kierując się w drogę powrotną, podziwiamy pozostałości średniowiecznego opactwa: potężne mury, cysternę na wodę, lodownię. Zatrzymujemy się przed kolejnym posągiem pokonującego szatana Archanioła Michała. Kuba i Piter robią zdjęcia. BB dotrzymuje towarzystwa (i niestety wiekowego poziomu wygłupów) Nicholasowi i Eveline. W pewnej chwili Jakub pozuje mi do zdjęcia udając, że fotografuje! czym zaskakuje mnie tak, że o mały włos nie spadam w przepaść za murami. A przecież to Piterowi miało tam grozić niebezpieczeństwo!!!

Nasza wycieczka dobiegła końca.

Jeśli zechcecie zobaczyć miejsce, które stało się pierwowzorem opactwa z Imienia Róży pamiętajcie, że w niedzielę pełni ono nadal funkcje religijne. Lepiej wybrać się na wycieczkę w tygodniu. Poniższy przycisk przekieruje was do strony informacyjnej opactwa.


Sacra di San Michele położona jest niedaleko Via Francigena – historycznego, transalpejskiego szlaku, biegnącego od angielskiego Canterbury, przez Arras, Reims, Lozannę, Wielką Przełęcz Św. Bernarda, Pawię i Sienę do Rzymu – do grobu Świętego Piotra. Może by wpisać na listę przyszłych podróży pozostałe jej punkty?

www.corriere.it

Jest również jednym z siedmiu sanktuariów poświęconych Archaniołowi Michałowi, ułożonych w prostej linii od Skellig Michael w Irlandii, po Klasztor karmelitów bosych Stella Maris w Hajfie. Ciekawe, jak oni to zrobili w Średniowieczu… Bez pomiarów z satelity i tej całej niezbędnej nowoczesnej aparatury…

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.