Przed wyjazdem

Uzgodnienia z Key, pakowanie bagaży, brak pieniędzy i Grand Voyagera to NIC przy zdecydowanym Jakubie. A Jakub przez ostatnie lata zdecydowanie odmawiał wyjazdu do Włoch.

Żeby tylko „odmawiał”… Każda wzmianka o włoskich wakacjach kończyła się awanturą i kilkudniowym zawieszeniem Kuby na temacie. Nie byliśmy w stanie odkryć powodu tego niepodlegającego żadnej dyskusji oporu, a co za tym idzie – zrobić czegokolwiek, żeby nasz starszy syn zmienił zdanie. Sytuacja robiła się coraz trudniejsza, bo Kuba okopał się na pozycji „NIE MA MOWY O WŁOSZECH”, a BlueBoy dla odmiany piłował: „CHCĘ JECHAĆ DO WŁOCH”, i nie było sposobu na przebicie się przez te ich okopy.

Nie widziałam się z moją siostrą od dwóch lat, przeszły mi koło nosa komunie moich nipoti, wydarzenia ostatnich miesięcy skrajnie mnie wyczerpały, dwa lata siedzenia w domu dały nam się mocno we znaki i zdecydowanie potrzebowaliśmy oboje z Piterem wyjechać na jakieś wakacje. Jednocześnie nasza bezgraniczna skłonność do kierowania się preferencjami Paniczów była w tym momencie bezużyteczna.

Nie działała na Kubę ani perspektywa własnego pokoju u ciotki, ani lody („nienawidzę lodów”), ani ulubiona restauracja („nienawidzę włoskiej kuchni„), ani w ogóle nic. Odmawiał zabrania komputera („Kuba, a może weźmiemy laptopa? Mógłbyś tam robić to, co tu robisz (godzinami)?”). Nic. Kompletnie nic nie zmieniało jego uporczywego odmawiania wyjazdu do Włoch. Byliśmy do tego stopnia zdeterminowani, że ten antywłoski upór stał się jednym z powodów decyzji o włączeniu farmakologii.

Nie zrozumcie mnie źle: nie chodziło o to, żeby nafaszerować biednego autystę psychotropami i móc sobie wyjechać na włoskie wakacje. Gdyby mógł tu z kimś zostać, to po prostu pojechalibyśmy bez niego. Ale jak wiecie: nie mamy takiej możliwości. Wszędzie musimy jeździć razem. Ciągnąca się tygodniami seria histerycznych protestów, że on tam nie chce jechać, jedynie przesądziła o podjęciu tej decyzji. Czy też ją przyspieszyła – bo przecież nie da się tak żyć w nieskończoność. Nie mieliśmy siły znosić dłużej Kuby napadów wściekłości i terroryzowania całej rodziny. My i tak wiele podporządkowujemy jego możliwościom, ale na litość boską też jesteśmy ludźmi, mającymi swoje potrzeby. Nie możemy wszystkiego dostosowywać do Jakuba! No i jest jeszcze BB, też trudny do modyfikacji zachować, który ma prawo do własnych preferencji na spędzanie czasu. A jeśli uwzględnimy jego ograniczoną samodzielność w tym zakresie i jednoczesne skrajnie odmienne upodobania jego brata, to mamy z grubsza sytuację, w jakiej się znajdowaliśmy od kilku lat.

W tych okolicznościach Kuba został pacjentem lekarza, który opiekował się już BlueBoyem i powiem szczerze, że bardzo żałowaliśmy, że nie zdecydowaliśmy się wcześniej na to rozwiązanie. Wprawdzie nasze życie nie zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale złapaliśmy cień oddechu. Wszyscy. Z Kubą włącznie. Do tego stopnia, że zgodził się na zabranie laptopa i przestał urządzać histerie na dźwięk słowa TRANA.

Ponieważ w ubiegłym roku Kuba zrobił wyjątek i zgodził się pojechać na komunię Eve (który to wyjazd dwukrotnie przekładaliśmy a i tak ostatecznie musieliśmy odwołać ze względu na COVIDowe zamknięcie granic, co oczywiście spowodowało kilkutygodniowe piłowanie tematu), postanowiliśmy użyć podstępu. Eve szykowała się do bierzmowania, więc oficjalnie: „jechaliśmy na bierzmowanie Eveline” – bo uroczystości rodzinne Kuba akceptował, a wręcz domagał się uczestniczenia w nich. Zatem mieliśmy na talbicy bierzmowanie Eve, trzydziestą rocznicę emigracji Key, naszą dwudziestą pierwszą rocznicę ślubu oraz zakończenie przez Paniczów edukacji. Wystarczająco dużo okazji do świętowania.

Poza tym, szukając czegoś, co go przekona do wyjazdu, na wszelki wypadek przez ostatnie trzy lata (czyli od ostatniego pobytu we Włoszech) powtarzaliśmy jak mantrę: Disney Store (bo Kuba BARDZO chciał tam pójść), sklep z ptaszkiem (czyli Auchan w Rivoli, gdzie zawsze robiliśmy zakupy), Dogali (ulubiona pizzeria), Gelandro (stały punkt programu), imprezy, komputer, własny pokój.

Kuba dał się namówić na wyjazd.

[druzgoczący ciąg dalszy nastąpi]

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.