Pianino

Pamiętacie jeszcze pianino, które dostałam od Pitera?

To, na którym nie mogę grać, bo mi palce nie trafiają w klawisze? I zamiast mnie na lekcje zaczął chodzić Jakub, upiornie włączający podczas codziennych ćwiczeń tryb „organy”?

No więc nauczyciel przekonał Kubę, żeby jednak ćwiczył grę na pianinie. Alleluja! Poza tym okazało się, że Jakub bardzo odpowiedzialnie podchodzi do ćwiczeń. Okazało się dość boleśnie, bo jak już dwoma rękoma trzaskał Odę do radości i dawał sobie względnie radę z Wiosną Vivaldiego, to zaczął katować Bacha w sposób mocno depresyjny. Dźwięk. Kwadrans przerwy. Dwa dźwięki. Pauza. Akord.

Byłam bliska przyjęcia jednak tej recepty na Xanax…

Ale od dzisiaj na warsztat poszło Jingle Bells, więc jest szansa na całkiem miły okres bożonarodzeniowych przygotowań.

To nie wszystko. Opowiadałam wam, że słuchający Jakubowych ćwiczeń BlueBoy zapałał chęcią nawiązania bliższej znajomości z klawiszami? Jak usiadł przed rozłożonymi na pianinku nutami Ody, popatrzył, zapytał: „Gdzie jest C?” i zagrał?

No. To właśnie dzisiaj BB poszedł na pierwszą lekcję pianina. I idzie mu zdecydowanie lepiej, niż mnie. Ale proszę państwa… Jakie on ma palce…

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.