O tym, jak rozwaliłam dziecku materac

…czyli, że pozory mylą…

Kuba zażyczył sobie wyprania materaca. Trochę nas zdziwił, ale trudno mu było odmówić racji. Materacowi naprawdę przydałoby się odświeżenie. Zwłaszcza po ostatnich atrakcjach z uszami. Ponieważ był to produkt z IKEA – lekkomyślnie założyłam, że spoko i w ogóle nie ma problemu. I wcale się nie zdenerwowałam, kiedy Kuba, zniecierpliwiony naszą ospałością w działaniu, postanowił osobiście wkroczyć do akcji.

Nie miałam racji.

Po pierwsze: pokrowiec na materac rozpinany był z jednej, tej węższej strony, więc ściągało się go z trudem, jak pończochę. Ale w diabły, pomyślałam że będziemy się tym martwić później. Najważniejsze, że go wypierzemy i Kuba się wreszcie odwiesi.

No to ZONK! Bo po zdjęciu tego upiornego pokrowca przeczytałam na bardzo wewnętrznej wszywce, że NIE WOLNO GO PRAĆ. Ani w pralce, ani w pralni chemicznej – nul. To ja pytam: po jaką cholerę robi się zdejmowany pokrowiec, jeśli nie można go wyprać???

Wygląda na to, że wyłącznie do trzymania w ryzach piankowego wypełnienia.

No więc Piter wracając ze szkoły musiał po drodze zaliczyć BC i kupić Kubie nowy materac…

Lekcja z tego jest taka:

  1. Jak Kuba zgłasza temat, to powinno się nim zająć od razu, ZANIM Kuba się nim zajmie.
  2. To, że materac jest z IKEA nie oznacza, że można wyprać zdejmowany z niego pokrowiec.

I na dodatek skończyło się MP…

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.