Na Południe

czyli: jedziemy (wreszcie) na wakacje

Nasza wakacyjna trasa od lat wygląda tak samo i sama myśl o jej zmianie jest myślą z założenia samobójczą. Znaczy nie żeby tak od razu, ale ostatecznie owszem, więc zatrzymujemy się na jedzenie w tych samych co zawsze miejscach, śpimy w tym samym hotelu (chociaż nie jest on szczytem marzeń) i nie zmieniamy trasy przejazdu. Tak na wypadek.

Pierwszy punkt tegorocznej podróży trochę zawaliłam, bo kiedy mieliśmy wsiadać do samochodu, nadal usiłowałam choć trochę odespać kolejną zarwaną noc. W rezultacie Piter, który miał spakować samochód i dołożyć jedynie dwie rzeczy: kubki do picia i herbatę owocową dla chłopaków, o obu zapomniał, czego w ogóle nie skomentuję, bo przecież moje kilkudniowe pakowanie nas na wyjazd jest czystą fanaberią, wynikającą zapewne wyłącznie z tego, że mi się nudzi.

Punkt drugi: śniadanie w MD (UPRZEJMIE proszę o niekomentowanie) przeszedł bez najmniejszego problemu.

Kilka godzin później nieco znużeni zjechaliśmy w odpowiednim miejscu z autostrady, żeby zatrzymać się na popas w Pszczynie. I tu spotkał nas pierwszy ZONK! ponieważ restauracja BORiM, w której od wieków jemy obiad, okazała się być w przebudowie. Na FB mają informację, że działają, więc trochę byliśmy zaskoczeni. Przez telefon dowiedzieliśmy się, że informacje w Internecie nie są zmienione, bo kiedyś być może wrócą, więc po co zamieszczać info, że obecnie ich nie ma?

Byliśmy głodni i zmęczeni. Restauracja obok niby była czynna, ale zanim wszyscy zdążyliśmy się wypakować z samochodu, pani kelnerka zmieniła zdanie i przybiegła z informacją, że jednak jeszcze są zamknięci.

Kuba był bliski eksplozji, więc modliliśmy się, żeby trzecia restauracja, po drugiej strony trasy, zechciała nam sprzedać choćby kawałek suchego chleba.

Dostaliśmy. Nie suchy chleb, ale doskonały obiad. Świetny domowy rosół i żurek, doskonałe devolaje i placki ziemniaczane z sosem ze świeżych grzybów. Zdecydowanie polecam.

KARCZMA KUBAN w Pszczynie


(nie mam pojęcia, co tu robi ten całkowicie nieznajomy chłopiec ubrany na niebiesko…)

Kliknięcie w zdjęcie odsyła na ich stronę internetową.

Powrót na autostradę zajął nam godzinę. Kolejne dwie spędziliśmy w „uroczym” korku w Czechach. Przeczytałam sto stron książki o Zamachowskim. Chłopakom padły baterie w podróżnych odtwarzaczach DVD. Byliśmy bliscy zbiorowego morderstwa i uratowała nas wyłącznie wizja skorzystania z toalety, która wreszcie ukazała się na horyzoncie…

Do hotelu dojechaliśmy w środku nocy.

Od dziewiętnastu lat zatrzymujemy się w OEKOTEL Kalsdorf bei Graz.

OEKOTEL Kalsdorf/Graz


(wyjątkowo zdjęcie rąbnęłam z Internetu, bo nie przyszło mi do głowy strzelać tam foty)

I ponownie: kliknięcie w obrazek przenosi na ich stronę.

Oekotel w Kalsdorf ma kilka plusów: jest położony mniej więcej w połowie naszej trasy na Południe, prawie przy autostradzie, ma dość przystępną cenę i można sobie w nim zarezerwować pokój rodzinny dla czterech osób. Chyba, że akurat nie. Ale jeśli robi się rezerwację z odpowiednim wyprzedzeniem, to na ogół tak. Poza tym mają dobre śniadania w postaci bufetu, ze świeżymi bułkami.

Minusami są: idiotyczny prysznic w klaustrofobicznej łazience, który zalewa wszystko co się da, sąsiedztwo hal magazynowych oraz pozasezonowa obecność nocujących w tranzycie robotników budowlanych, którzy nie zauważają rozwieszonych wszędzie znaków zakazu palenia.

Niestety nasze próby przeniesienia się do innego hotelu nie zostały zaakceptowane przez Paniczów i wydaje się, że jesteśmy na Oekotel skazani… Chyba, że… Następnym razem zatrzymamy się na zwiedzanie, dajmy na to, Wiednia… I tam poszukamy noclegu…

Kolejny korek uziemił nas w Mediolanie, bo dotarliśmy tam akurat w godzinach popołudniowego, piątkowego szczytu. I kiedy dojechaliśmy do Key, naprawdę miałam dość jakichkolwiek podróży.

[EDIT:]

Jezu, no jak ja mogłam zapomnieć o GŁÓWNEJ ATRAKCJI KORKA W MEDIOLANIE???

Jedziemy. A właściwie przesuwamy się w tym preweekendowym korku. Chłopcy coś tam z tyłu robią, nie wiem, przez okna wyglądają, nudzą się, słuchają muzyki. BB siedzi ze słuchawkami na uszach. W pewnym momencie słyszę jego głośne westchnięcie. Odwracam się, a on siedzi z odchyloną do tyłu głową i uchylonymi ustami. „Janek?”. Nic. „JAŚ!!!”. Zero. Klepię go w nogę. Żadnej reakcji. Wpadam w panikę, bo on wygląda, jakby umarł wydawszy ostatnie tchnienie, Piter drze się do niego nerwowo odwracając od kierownicy, ja go szarpię za nogawkę, bo dalej – przypięta pasami – nie sięgam. Robi nam się gorąco.

Wreszcie otwiera oczy, zdziwiony cała sytuacją. Spał. Ta drzemka zabrała nam kilka tygodni życia.

Pollyanna domaga się PLUSów. Pomyślmy…

Cierpię na klaustrofobię, więc raczej nie zaliczę do nich tuneli… Kiedyś liczyłam, ile ich jest, ale nie pamiętam. DUŻO. Teraz jakoś daję sobie z nimi radę, ale jeszcze parę lat temu dostawałam ataków paniki, jak tylko przestawałam widzieć któryś z końców. Do tego stopnia, że musiałam brać leki i cała podróż stawała się mglistym wspomnieniem. A szkoda, bo po drodze jest co podziwiać.

Na przykład góry. Monumentalne. Imponujące. Ustawiające człowieka na właściwym miejscu. Ciekawa jestem, jak wędrowano przez nie zanim wydrążono tunele? Bo przecież szlaki karawan prowadziły tędy od wieków! Albo te wyschnięte latem kamienne rzeki – wzbierające wartkim nurtem w czasie, kiedy z gór schodzą śniegi… Jakie to wszystko jest nierzeczywiste… W każdym razie ja natychmiast widzę tu Gandalfa z Drużyną, wędrujących krętą ścieżką obchodzącą górski masyw…

Niewątpliwym PLUSem jest natomiast pierwszy po włoskiej stronie AUTOGRILL, na którym zawsze robimy postój na drugie śniadanie. Oprócz kawy, świeżo wyciskanego soku z pomarańczy i cornetto z kremem lub marmoladą, rzucamy się oczywiście na Lemonsodę i dopiero wtedy wiemy, że jesteśmy na wakacjach 😉

To była moja dwudziesta piąta wizyta w Italii. Moich chłopaków – osiemnasta. Razem jeździmy do Włoch równo dwadzieścia lat. Jeśli dodamy do tego trzydziestolecie emigracji Key – robi nam się multirocznicowy wyjazd, który tak ładnie zaplanowałam… Co do szczegółu… I który wykopyrtnął się na tych planach pokazowo…

Żadna z moich dwudziestu czterech wcześniejszych podróży do Włoch nie wyłożyła się tak kompleksowo jak ta…

CO poszło nie tak?

Generalnie WSZYSTKO.

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.