Mi casa es su casa

czyli w sumie w domu mojej siostry jesteśmy jak u siebie

Tak, wiem, że to po hiszpańsku. Ale właśnie taką deklarację wielokrotnie składał BlueBoyowi mój siostrzeniec, więc przy niej zostaniemy.

Key odstąpiła nam swój gabinet, więc Kuba dostał ten pokój, co zawsze i niemal od razu rozłożył się ze swoim nowym laptopem na partyjkę pasjansa. Pasjansem zaraził go Filozof, więc to, że grając miał przed sobą zdjęcie Dziadka, idealnie wkomponowywało się w okoliczności.

Pozostałe potomstwo pozazdrościło rozrywek intelektualnych i następnego dnia urządziło sobie miniturniej szachowy, bezsprzecznie wygrany przez Nicholasa.

Niki i BB z Ariel (włoską kuzynką)
Towarzystwo siedzi w gazebo w ogrodzie i nie mam pojęcia, dlaczego Nicholas ma maseczkę… Chyba nie zdążył jej zdjąć po powrocie z zakupów…

Ale grało się nie tylko w karty i szachy. Można powiedzieć, że młodsze pokolenie nieustannie dostarczało nam zbiorowej rozrywki…

I kiedy już zrobiło się naprawdę miło i familijnie, pomyślałam głupio, że może by machnąć od razu te zakupy i mieć je z głowy? Bo przecież wiadomo, że ja muszę kupić tysiąc włoskich rzeczy, a Kuba za chwilę dostanie szału na punkcie obiecywanego od trzech lat Disney Store, więc może załatwić to na początku i mieć potem święty spokój, oraz czas na zaplanowane w szczegółach zwiedzanie Turynu?

Key lekko zbladła, a potem wyszeptała przez zaciśnięte zęby:

„Ale ty wiesz, że nie ma już sklepów Disneya we Włoszech? Wszystko zlikwidowali, bo podczas pandemii sprzedaż przeniosła się do Amazona…”

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.