Memento

BlueBoy świętuje swoje „drugie urodziny” w rocznicę operacji. Ja – dzień później, kiedy już było wiadomo, że przeżył.

I nie chodzi tu o wieczne rozdrapywanie ran, niemogących się przez to zabliźnić, ale o zwykłą celebrację życia. Jest tort, prezenty i wspólnie spędzony czas.

Ja z kolei odnawiam śluby niepodległości. Bo to właśnie tamtego długiego wieczoru, totalnie przemeblowałam sobie w głowie, określając na nowo priorytety oraz własne podejście do życia, ludzi i relacji między mną a resztą świata. Na skutki tych decyzji trzeba było trochę poczekać, wymagały wiele pracy i bynajmniej nie były łatwe w realizacji, ale na zawsze zmieniły moje życie. I przy okazji parę zależności.

Wspomnienie tej dramatycznej historii sprzed dziewięciu lat pozwala nam zachować odpowiednie proporcje w tym, co ważne. Bo człowiek lubi sobie utrudniać życie – najczęściej bez sensu. I kiedy po jakiejś kolejnej kosmicznej awanturze przypominam sobie BB leżącego pod narkozą, z tymi wszystkimi rurkami wystającymi z brzucha i wiszącymi w pękach wejściami do wenflonów, wypuszczam parę i schodzę od razu na ziemię. Mam takie jedno zdjęcie, którego nigdy nikomu nie pokażę. Wyciągam je, kiedy jestem totalnie wściekła na tego gówniarza. Ale tak do zagotowania. Że mi już tylko para pod nieziemskim ciśnieniem idzie uszami i klasyfikuję się o krok od wylewu. Działa za każdym razem.

Tyle razem przeżyliśmy, a teraz tracimy zdrowie na jakieś totalne pierdoły???

PS.
O torcie będzie jutro…

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.