Kuba-Nieustająca-Surprise

Skoro jesteśmy przy moim starszym synu, to opowiem wam o naszej ostatniej niedzieli…

Jak może pamiętacie Jakub jada rosół wyłącznie wtedy, kiedy go nie mamy, a jak tylko widzi w sobotę gar na kuchence, to mamy na bank w niedzielę awanturę, że on rosołu nie cierpi i życzy sobie żurek ewentualnie w drodze wielkiej łaskawości pomidorową.

Jakub nie tyka również mizerii i od wieków jest to dla nas dodatkowym urozmaiceniem, bo musimy robić dwie surówki do obiadu, w którym występuje mizeria. Niby problem niewielki, ale jak się codziennie dostosowuje menu do każdego w rodzinie, to jednak jest to nieco męczące, że o irytacji nie wspomnę.

No i mamy połowę ubiegłego tygodnia. I Kuba zamawia sobie na niedzielny obiad… rosół. Oraz schabowe, ale schabowe to u niego niedzielna klasyka, więc w sumie nie ma o czym mówić. W piątek powtarza to zamówienie, a w sobotę sprawdza, czy aby kupiliśmy mięso i warzywa.

Niby wiemy, co będzie dalej, ale nie mając specjalnie wyboru idziemy w ten rosół i gar ląduje na kuchence, a w niedzielne południe – rosół na stole.

I Kuba ten rosół zjada.

Na drugie danie są schabowe z mizerią, więc dla Jakuba bierzemy słoik domowej sałatki. Tylko że mamy problem z otwarciem tego słoika. Drugiego też. I kiedy się męczymy z tymi słoikami – najpierw Piter, potem ja, potem Jasiek i na końcu znowu Piter, równolegle nakładając ziemniaki i zdejmując z patelni kotlety, przyglądający się wszystkiemu ze stoickim Kuba spokojem sugeruje: „To może zjem mizerię, a sałatkę innym razem.”

I to jest ten moment, kiedy nawet nie ma kurtyny do opadnięcia, bo kurtyna właśnie leży na kozetce u terapeuty…

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.