Kanapki.

Pobijam własne rekordy w wymyślaniu niekonwencjonalnych sposobów na spędzanie wolnego czasu.

Na przykład wczoraj, z moją Cara Prof i chłopakami (cała czwórka na zdjęciu tytułowym) robiliśmy kanapki. I to tylko brzmi tak banalnie, bo robiliśmy kanapki do szafki Fundacji Serce Miasta. Sprawa jest poważna, bo przez COVID Fundacja poszła na chwilową kwarantannę i nie wydaje ciepłych zup, a pogoda od dawna nie jest już wakacyjna. Dlatego sytuację ratuje szafka, do której można codziennie wrzucić kanapki (albo inne rzeczy do jedzenia – my wrzuciliśmy również zupy instant, które nawet osoby nie mające kuchni, dadzą radę zalać gorącą wodą i zjeść) i poratować ludzi w potrzebie.

I wiecie… dla mnie najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie nakręcam się, że łał, jesteśmy tacy zajebiści! zrobiliśmy kanapki dla bezdomnych! Wręcz przeciwnie. Frustruje mnie to, że w ogóle jest taka sytuacja, że zrobione przez nas zwykłe kanapki są dla drugiego człowieka czymś tak ważnym. Ja sobie z tym po prostu nie radzę. I przypomina mi się wczorajsza medialna afera po wypowiedzi, żeby nie dawać bezdomnym herbaty i kanapek, bo to jest demobilizujące. I odpowiedź jednej pani, która na własnej skórze tej bezdomności doświadczyła, że czasami taka herbata ratuje człowiekowi życie. Nie tylko dlatego, że rozgrzeje. Ale dlatego, że pozwala uwierzyć, że są ludzie, którym nie jest obojętny los kloszarda spod mostu.

I ja myślę, że kanapki nie są rozwiązaniem problemu. Ani nawet ciepła zupa nim nie jest. Ale od tego się zaczyna. A potem można lecieć dalej z pomocą lekarską, urzędową, mieszkaniową. Bo dopiero takie działania pomagają złapać grunt pod nogami. Ale czasami bez tej kanapki nie da się postawić pierwszego kroku.

Zrobiliśmy 110 kanapek. Zanim je wypakowaliśmy do szafki Serca Miasta, już jeden pan zabawiał nas rozmową, czekając aż będzie mógł wziąć sobie kolację. W nocy może padać. Dorota twierdzi, że nie zdążą zmoknąć.

A w ogóle to teraz nie mówi się BEZDOMNY, tylko W KRYZYSIE BEZDOMNOŚCI. A kryzysy mają to do siebie, że można z nich wyjść. Jeśli się ma odpowiednie wsparcie. I warto mieć to na uwadze. Bo to nie tylko kwestia nazewnictwa, ale przede wszystkim podejścia do problemu.

PS.
Przy szafce spotkaliśmy dwie dziewczyny, które też przyniosły kilka kanapek. To było bardzo fajne spotkanie 🙂

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.