Instagram

Długo mi nie było z nim po drodze. I chyba nadal tak do końca nie jest. Ale…

Nie było mi po drodze, bo nie bardzo widzę się w roli dokumentującej każdy krok i wrzucającej relacje na SM Instagramerki. I tak dużo wrzucam, ale jakoś mało uporządkowanie. A już myśl, żeby wszystko robić „pod Insta” zwyczajnie mnie poraża. Ale…

Rzecz w tym, że mam kryzys. Pewnie się zorientowaliście. To był wielowymiarowo ciężki rok (jakby któryś z poprzedni bił rekordy lekkości…) i po prostu wysiadam. Nie jestem w stanie pisać sensownych tekstów na bloga. To też pewnie nie uszło waszej uwadze. Ale myślę, że dałabym radę dawać znak, że żyjemy i może nawet że coś się u nas dzieje. Stąd ten Instagram, mający inną formułę, dzięki której nie zniknę tak zupełnie. Trochę jakby Hiberninstagramacja… Ależ ja jestem zdolna, no brak mi słów.

Więc umówmy się tak: dopóki nie stanę na nogi i nie otrząsnę się z tegorocznych traum, środek ciężkości kontaktu przerzucamy na Insta, ale jak mi się wena pojawi, to i na blogu postaram się coś sensownego napisać.

Znaczy nie, że od razu! Od Nowego Roku ta mała zmiana! Zresztą zaraz Święta i powiedzmy sobie szczerze: kto będzie tracić czas przez ostatnie dwa tygodnie grudnia na czytanie jakichś tam blogów, nie?

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.