Giaveno

Jeździmy do Giaveno od piętnastu lat. To tu, w Gran Caffè ROMA od zawsze jadamy nasze słynne, wakacyjne śniadania. Tu odbył się szalony ślub mojej siostry. Dzieci bawiły się na placu zabaw. Kupowałyśmy dynię na mercato. Piter woził Key i Madre do lekarzy i szpitala. Tu wreszcie zeszliśmy wszystkie uliczki starego miasta i byliśmy święcie przekonani, że nic ciekawego nas już nie spotka.

A jednak…

Po tradycyjnym śniadaniu na Piazza San Lorenzo ruszyliśmy tą samą co zwykle trasą spacerową. Ale coś mi kazało wstąpić do pawilonu Informacji Turystycznej… Wstąpiliśmy. I to zmieniło nasze plany na cały dzień! I to z dwóch powodów.

Pierwszym z nich był a ulotka z trasą miejskich zabytków. Niby od lat wiemy, że tam są – nawet obfotografowaliśmy je wielokrotnie, ale spacer szlakiem zabytków jest jednak czymś innym, niż bezcelowe kręcenie się po mieście!

Zaczęliśmy od dobrze nam znanego Placu Świętego Wawrzyńca. Z naszego stolika w Gran Caffè ROMA na wyciągnięcie ręki mamy symbole Giaveno: wieżę zegarową, czyli la Torre degli Orologi – szesnastowieczną campanillę przy Chiesa dei Batù, jedną z dwóch Torri di Via Roma oraz – po drugiej stronie ronda z fontanną – Kolegiatę św. Wawrzyńca (Collegiata di San Lorenzo). Okrągłe wieże, będące pozostałościami dawnych miejskich fortyfikacji, są wdzięcznym obiektem i za każdym razem po prostu musimy zrobić im (kolejne) zdjęcie…

Można teraz skręcić na placyku z gwiazdą koło Batù i zrobić sobie spacer wąskimi uliczkami Giaveno, wzdłuż których znajdziemy lokalne sklepiki i salony firmowe. Oraz Rzeźnika z Giaveno. Tego od soli.

Można też skręcić za naszym barem w Via Roma i pójść w kierunku drugiej wieży. Dojdziemy wówczas do malowniczego mostku i zaskakującej fontanny.

Trawertynowa Fontanna del Mascherone pochodzi z 1622 roku a jej autorem jest Giacomo Fontana.

Znajdujący się za Mascherone Palazzo Marchini jest obecnie w remoncie, więc wspominamy jedynie ślub mojej siostry, który odbył się w parku przed Pałacem i idziemy dalej. Będziemy musieli tu wrócić następnym razem 😀

Przepiękna Fontana della Venere, czyli Fontanna Wenus, stoi nieco opustoszała i nie tryska zasilanym wodą z pobliskiej rzeki Sangone wodospadem, ale i tak warta jest uwiecznienia na wakacyjnej fotografii. Wenus otwiera wejście do parku Marii Teresy Marchini, w którym nie raz szukałyśmy z Key i dziećmi odrobiny cienia w upalne, piemonckie lata.

Wspinamy się na skarpę. Wyjdziemy z parku wprost na dawne mury obronne. Potem znów zanurzymy się w labiryncie uliczek, ciasno wypełniających średniowieczne stare miasto. Szukamy na nich niespodzianek*. A przy okazji znajdujemy kompletnie wtopiony w okoliczne domy kościół św. Rocha (Chiesa di San Rocco), na który można w ogóle nie zwrócić uwagi! Trudno dostrzec pozostałości po freskach na frontowej elewacji… Ciekawe, jak wyglądała w okresie swojej świetności?

Wyszukiwanie niespodzianek idzie nam całkiem dobrze. Dzięki nim trafiamy również przed Palazzo Sclopis, co bardzo cieszy Jakuba, bo wreszcie może sobie spokojnie popstrykać zdjęcia.

Patrzę na naszą mapkę z Informacji Turystycznej i widzę, że to nie koniec poznawania miasta, o którym przez ostatnie piętnaście lat myśleliśmy, że niczym nas nie zaskoczy… Trzeba będzie tu wrócić…

[*o drugim zaskakującym spacerze po Giaveno przeczytasz w kolejnym wpisie]

[o soli i rzeźniku też, tylko trochę później]

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.