Ciepła woda w kranie.

Niby przez tę ciepłą wodę nastąpiła w Polsce zmiana władzy, ale czy kiedyś zastanawialiście się, jak wygląda życie bez niej?

No przecież, że bez ciepłej kranówki, nie bez władzy… Co za pytanie w ogóle…

Bo ja owszem. Prawdę mówiąc jest to jedno z najczęściej zadawanych przeze mnie pytań, zaraz po „Czy możecie się NA CHWILĘ zamknąć?!?!” oraz „Mógłbyś chociaż RAZ zrobić to, o co cię poprosiłam???”. I mimo częstotliwości jego zadawania, nie umiałam znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi.

Może poza najprostszą, że NDI totalnie spieprzyło instalacje, co w sumie po tegorocznych doświadczeniach z remontu elewacji nie powinno nas zbytnio dziwić.

Kilka dni temu wspominałam o wyczerpywaniu się zasobów i najwyraźniej Piterowi ubyło na tyle cierpliwości, że nie mógł znieść dobiegających z mojej łazienki gróźb karalnych za każdym razem, kiedy wchodziłam pod prysznic. Tak, trudno w to uwierzyć, ale postanowił zadziałać. Nawet ściągnął hydraulika, który – w przeciwieństwie do badających temat od siedmiu lat specjalistów dewelopera – natychmiast zdiagnozował problem, a dziś, po czterech godzinach walki z kolankami i rurkami, nawet nam go rozwiązał.

Oczywiście wiązało się to z dość bolesnym odcięciem wody oraz ogrzewania, więc – jak się łatwo domyślić – natychmiast ustawiły się kolejki do wszystkich domowych łazienek, suka dostawała pierdolca i co kwadrans domagała się wychodzenia na zewnątrz (ach, to świeże, rześkie powietrze wpuszczane za każdym razem do domu!), a po godzinie niemal wszyscy zaczęli umierać z głodu, niewybrednie komentując dzisiejszy brak obiadu.

Kiedy jednak Pan Jerzy zakończył pracę, zdziwiliśmy się bezgranicznie.

Nie tym, że z kranów płynęła nam zimna woda. Tylko tym, że płynęła W OGÓLE.

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.