Chiesa Parrocchiale della Natività di Maria Vergine di Trana

Lubię znajdować ciekawe miejsca tam, gdzie nikt ich nie szuka.

Najlepszym na to przykładem jest oczywiście szlak Gonina w Giaveno, ale i znacznie bliżej można znaleźć coś interesującego.

Jadąc z Borgata Moranda (gdzie mieszka moja siostra) do cywilizacji, mijamy zawsze kościelną wieżę na wzgórzu. Postanowiliśmy sprawdzić, co to jest.

Ale zanim wjechaliśmy w pnącą się w górę uliczkę, zjechaliśmy na placyk przed kościołem, w którym dziesięć lat temu chrzczeni byli moi nipoti.

Ten chrzest sam w sobie był dużą atrakcją, bo polskiemu księdzu o nazwisku Robak (Padre Robak, proszę państwa), wyglądającemu jak brat bliźniak doktora Rostockiego z łódzkiej socjologii, wystarczyło zapewnienie, że potencjalni rodzice chrzestni są osobami godnymi zaufania i nie wymagał żadnych papierków z parafii, dzięki czemu zostałam matką chrzestną Eve a w pewnym sensie i Nicholasa.

Stało się tak dlatego, że prowadzący częściowo po polsku, a partiami po włosku, chrzest Padre Robak, przeszczęśliwy z pełnienia posługi rodakom, jednym tchem wymieniał wszystkie chrzczone dzieci (czyli Nicholasa i Eve) oraz ich rodziców chrzestnych (znaczy: Dario. Delfino, mnie i Giovanniego), więc tak na logikę, oboje mają po prostu czworo chrzestnych.

Piter zrobił wtedy zmęczonemu Jakubowi mityczne zdjęcie i pomyśleliśmy, że można by je powtórzyć, a przy okazji zajrzeć do kościółka, jeśli będzie otwarty.

Chiesa Parrocchiale della Natività di Maria Vergine
Trana

Spójrzcie ile obrazów z „kompletnie nieciekawej okolicy”!

Ruszyliśmy dalej. W kierunku Sanktuarium…

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.