Bałagan.

W moim pokoju mieszkam ja oraz pluszaki BlueBoya, Luna i bałagan. Tylko o ile Luna czasami, to bałagan permanentnie. Właściwie powinien się dokładać do czynszu.

Bolesna prawda jest taka, że mam naturę obsesyjnie pragnącej porządku bałaganiary. Przechodzę przez pusty pokój, a za mną zostaje hogwarcki Pokój Życzeń. I nic na to nie poradzę…

Największy bałagan robią u mnie książki. Są praktycznie wszędzie i występują w kupkach: do przeczytania, do przeczytania ale najpierw TAMTE, zaczęłam nie skończyłam nie da się – i co mam z nimi zrobić?, przeczytałam – trzeba puścić dalej, przeczytałam – zaraz odłożę na półkę, tylko coś o niej napiszę, CO TO DO DIASKA JEST I PO CHOLERĘ TO KUPIŁAM???

Poza tym mamy tu wiecznie nieułożonego puzzla ze słonecznikami, papiery do przejrzenia (chociaż skoro od dwóch lat tak leżą, to nie sądzę, aby było w nich coś istotnego… ale kto to wie?) oraz rzeczy, z którymi moi panowie nie wiedzieli co zrobić, więc przynieśli do mnie. Tak na wypadek.

O biurku nawet nie zacznę opowiadać. Boję się podejść bliżej i sprawdzić…

I najgorsze w tym wszystkim nie jest jakieś moje magiczne lenistwo, tylko to, że nie mam siły tego posprzątać…

Resztę domu ogarniają Panicze (nie powiem, że idealnie, albo że bez awantur i poganiania bacikiem po pęcinach, ale jakoś tam ogarniają). Do ich pokojów nie wchodzę, chyba, że muszę, bo np. trzeba Kubie zmierzyć temperaturę albo podlać te biedne rośliny u Pitera – ale zamykam wtedy oczy (albo przynajmniej zdejmuję okulary), żeby doznać jak najmniejszego uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Natomiast mój pokój to jest porządkowy dramat i nie zapowiada się na poprawę.

Chyba, że X49 okażą swoją magiczną moc i nie dość, że przygotuję Święta, to jeszcze sprawdzę, co jest na tym biurku i uwolnię blacik.

Kto to wie?

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.