Bagaże

Jak tam u was z pakowaniem walizek? Obietnica wspaniałej przygody, czy horror, sprawiający, że najchętniej w ogóle byście zrezygnowali z wyjazdu?

No to ja po wielu latach jeżdżenia i pakowania, właśnie jestem na etapie: „Odwalcie się wszyscy ode mnie w cholerę, zostaję w domu!!!”.

Kiedyś pakowałam się w pięć minut i wyjeżdżałam na tydzień do pracy, po czym wracałam, robiłam w weekend pranie, pakowałam walizkę i wyjeżdżałam na kolejny tydzień.

Przez następne dwadzieścia lat z podobnym entuzjazmem pakowałam czteroosobową rodzinę. Najczęściej na wakacje nad morzem (Tyrreńskim), więc oprócz ciuchów dochodziły najpierw wózki i łóżeczka dziecięce, a potem pontony i zabawki plażowe. Ponieważ autystyczne dzieci dla komfortu potrzebują znajomego otoczenia – przez lata zabieraliśmy z domu pół ich pokoju. A ze względu na to, że Jakub nie założy długich spodni i bluzki z krótkim rękawem, do bagażu szły podwójne zestawy wszystkiego, bo trzeba było uwzględnić ewentualne załamanie pogody. Wynajmowane mieszkania wakacyjne często cierpiały na brak wyposażenia, trzeba było zabrać ze sobą podstawowy zestaw kuchenny, a bywało że do walizek musieliśmy dopakować pościel i ręczniki.

Pakowanie zajmowało mi ponad tydzień, przy równoległym normalnym prowadzeniu domu i zajmowaniu się dość wymagającymi pod tym względem paniczami. W tym czasie mój mąż pracował, chodził na tenisa, oglądał mecze albo relaksował się filmowo. Bo wiadomo: ja się przecież opierdzielam w domu, a on ciężko pracuje. Po takim tygodniu z górą miałam serdecznie dość całego wyjazdu. Po tym wszystkim CAŁA MOJA RODZINA szczerze współczuła Piterowi, że się chłopina tak męczy wioząc rodzinę dwa dni na wakacje, bo żona odmawia latania samolotem.

[o lataniu samolotem będzie innym razem]

No to pakujemy się na nasze dwudzieste wspólne wakacje. Jedziemy tylko do Key, więc nie musimy brać ręczników ani zestawu garnków i noży. Ale na tym koniec radości, bo jakiś tydzień temu siostra nagrała mi się z taką mniej więcej wiadomością:

„Słuchaj, bo Ste pracuje z domu, więc ten „wasz” pokój jest zajęty. Ale nie ma sprawy: pokój Kuby jest wolny, więc ktoś z was może tam z nim spać. Tylko musicie wziąć jakiś materac do spania, nie? No. Dwie osoby pójdą do Nicholasa. Nicholas będzie spać ze Ste, a ja u Eveliny. A, tylko tu jest trochę jesień, no i nocami może być trochę chłodno… Ja niby mam takie tam te no… pierzynki jakby… Ale jakbyście mogli wziąć jakiś śpiworek, co? Super. To jesteśmy umówione.”

Więc oprócz wspomnianych wczoraj bolesławców, kiecek, skarpetek, kabanosów, pierników i maku (na wypadek, gdyby był na święta lockdown) oraz dziesięciu innych pierdoletów, musimy zapakować materac z pompką i śpiwory. Super.

Ach, wait! Może jakieś własne ciuchy???

No to pakujemy. Cztery walizki, bo ku rozpaczy Pitera nie dałam rady upchnąć naszych rzeczy na dwutygodniowe wakacje w torby weekendowe. I torba kosmetyczna.

Mniej więcej w połowie pakowania okazuje się, że Kuba nie ma dwóch długich piżam, a BlueBoyowi brakuje bluzek z długim rękawem. Bo my naprawdę mamy mało ubrań. I jeśli mam zapakować coś na wyjazd, to słabo się robi z bluzkami do noszenia przed tym wyjazdem.

Jedziemy do sklepu. Znaczy: sklepów, bo problem jest nie tylko z normalnymi sukienkami dla dziesięciolatki, ale w połowie września nie uświadczysz męskiej piżamy z długim rękawem… Po czwartym sklepie mamy dość. Dwa centra handlowe później gotowa jestem odwołać wyjazd, bo padam na pysk (patrz: tekst o niespaniu i Kuby Nocnych Aktywnościach). I kiedy zrezygnowani niemal kupujemy za absurdalne dwie stówy piżamę w Intimissimi, ponownie przychodzi nam z odsieczą H&M!!!

Długorękawowe bluzki dla BB to przy poszukiwaniach piżamy dla Kuby pikuś.

I kiedy już mamy te piżamy i bluzki, Key przysyła informację, żeby koniecznie zapakować krótkie rękawy, bo u nich głupia pogoda i raz jest dziesięć stopni, a za chwilę dwadzieścia dwa.

Jest dwudziesta pierwsza. Zaraz umrę ze zmęczenia. Piter dostaje zawału na widok śpiworów. Połowa rzeczy dosycha na poddaszu. I w tym momencie śledząca rozwój wypadków wyłącznie przez Messengera Madre zaleca mi…

WYLUZOWAĆ

Nie rozmawiamy. Na wszelki wypadek nie odbieram wiadomości i omijam szerokim łukiem telefon. Ona zawsze to robi. Im trudniejszą mam w domu sytuację, z tym większą satysfakcją moja matka staje po stronie mojego męża albo opierdalających się paniczów. Nie wiem, co ona bierze, ale mam nadzieję, że konsultuje to z lekarzem. Albo chociaż farmaceutą.

Walizki spakowane. Kosmetyczka i apteczka również. Panicze życzą sobie zabrać laptopy, podróżne DVD i maskotki. To ja chcę poduszkę, cholera jasna! I schłodzone MP w lodówce turystycznej!

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.