Antymikołajki

Pomyślałam, że wszyscy mieliśmy wczoraj dość wyskakującego zza każdego rogu HO-HO-HO oraz pytania „Czy byliście grzeczni?”, ale to nie dlatego nie było mikołajkowego wspisu.

Prawda jest o wiele bardziej przyziemna: po prostu wyrabiamy w tym roku jakieś nieziemskie limity wyczerpalności.

Mnie się, na przykład, wyczerpuje cierpliwość. W sumie po dwudziestu pięciu latach ma prawo, ale wyczerpuje mi się równocześnie z zasobami energetycznymi, co nieco komplikuje funkcjonowanie domu. Dom też się wyczerpuje i po siedmiu latach co chwilę woła o kolejne naprawy i renowacje, na które nie mamy pieniędzy. Bo się wyczerpują.Na dodatek mój mąż nie ma w zwyczaju rozmawiać ze mną o pieniądzach, więc że się wyczerpują dowiaduję się kiedy przychodzi (ten mąż) z informacją, że mi nie przeleje comiesięcznych pieniędzy, no może jakąś ich część ewentualnie, i mam sobie poradzić. Łącznie ze świętami, prezentami i czym tam jeszcze.

Paniczom wyczerpują się z kolei resztki wyuczonych zasobów, w rezultacie czego koncentrację mamy na poziomie minus dwieście, percepcja spadła do minus siedmiuset, a roszczeniowość walczy o pudło z drażliwością i – co tu dużo mówić – chamskimi odzywkami. Że niby psychicznie nie dają rady.

Nasz psychiatra uważa, że to oczywiste, bo nikt zamknięty na dwa lata w domu, nie funkcjonowałby normalnie, więc co się dziwić chłopakom ze spektrum, odciętym od wszystkiego, co znali, bez żadnej perspektywy, że ten stan wróci do dawnego, pozbawionym kontaktów z jakimikolwiek ludźmi poza rodziną.

Ja się nie dziwię. Tylko nie wytrzymuję tego. Też mam prawo. Zdziwienie chyba też mi się wyczerpało.

Tylko szczerze mówiąc wolałabym dowiedzieć się o tym, że największym problemem BlueBoya jest brak kontaktu z innymi ludźmi, kiedy go dwieście razy namawiałam, żeby się wspólnie zastanowić, co nie gra, a on odpowiadał, że gra, tyle tylko, że konsola i on nie ma czasu na idiotyczne rozmowy ze mną. A na konsoli gra, żeby zabić nudę i w związku z tym nie ma czasu na jakieś inne zajęcia. No. Więc osobiście uważam, że mogliśmy spokojnie dojść do wniosku, że powinniśmy poszukać jakichś innych zajęć dla niego poza domem i broń Boże w środowisku autystów, nie wydając na to dwustu sześćdziesięciu złotych za konsultację u psychiatry. Isn’t it?

Znaczy: jakby BB znalazł czas, żeby porozmawiać o tym, że mu się nudzi i tą konsolą zabija nudę i dlatego nie ma czasu na nienudne zajęcia. Ale to już chyba załapaliście.

Ja mam pewne genialne rozwiązanie. Po prostu powinnam się stąd wyprowadzić. Tylko cholera nie mam dokąd… Wtedy sami by sobie rozwiązywali te problemy, którym nie mają czasu poświęcać czasu, a jak już eskalacja sięgnie sufitu, to wszyscy przychodzą do mnie oburzeni, że jak to nie zadziałałam profilaktycznie i oni teraz mają stres?! To od czego niby ja tu jestem, jak nie od gaszenia pożarów i to w chwili, kiedy ktoś wpadnie na pomysł, żeby w ogóle poszukać zapałek do rozpalenia ogniska???

A trzeba było nie sprzedawać mieszkania w Łodzi… Głupia byłam…

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.