ABF

Black Friday tradycyjnie rozpoczyna sezon bożonarodzeniowego szaleństwa zakupowego.

Zatem pytam: jak tam u was z tym szaleństwem?

Bo ja szczerze mówiąc mam wrażenie, że u nas jest trochę jak w tym dowcipie o rowerach na Placu Czerwonym… Czarnopiątkowe promocje o oferty są po prostu śmieszne. I nawet nie chodzi mi o to słynne podnoszenie ceny, żeby ją potem opuścić jako „wyjątkową okazję”, ale o asortyment. Nie mam kasy, więc mocno hobbystycznie oglądałam sobie w tym roku wyprzedażową ofertę i odniosłam wrażenie, że to nie był żaden przedświąteczny start, tylko czyszczenie zapyziałych magazynów. „Do 70% zniżki na wybrane produkty” oznaczało po prostu pozbywanie się czegoś, czego nikt od dawna nie chciał kupić. A z amerykańskiego odpalenia bożonarodzeniowej racy zostały nam jedynie hasła marketingowe, a i to raczej fragmentaryczne, niczym słynna „WYPRZ…”.

Udało wam się skorzystać z jakiejś naprawdę sensownej obniżki?

© 2021, Rutyna Chaosu. All rights reserved.