Szczepienie

Jeśli tak wyglądają NOPy po boosterze, to w ogóle nie chcę wiedzieć, jak w moim przypadku przebiegałaby choroba.

W moim – bo chłopaki szczęśliwie prawie nie zauważyli tego szczepienia. Znaczy już po zaszczepieniu, bo w aptece było trochę nerwowo. Trochę. Natomiast potem nic się nie działo i jeśli ceną za to nic jest mój dwudobowy knockout, to niech…

Tym razem nic a nic nie przesadziłam, Piter świadkiem – a on, jak wiecie, kłamać nie umie. Mnie po prostu odcięło. Ale nie tak, że ha ha ha, odcięło, drzemka dwudniowa i święty spokój. Nie nie nie.

Po pierwsze: jaka kurna drzemka, skoro za każdym razem kiedy zapadałam w ciężki sen, coś mnie budziło. A to kurier. A to listonosz. No wiadomo: dzwoni dwa razy. Tyle, że u nas domofon wyje, dopóki ktoś nie podniesie słuchawki, więc była to dwukrotna próba zabójstwa. Potem synek mi się wydarł pod drzwiami – jak raz akurat wtedy, kiedy zasypiałam. A jak mi się już zasnąć udało, to na dole poleciały z hukiem patelnie. Więc w sumie niewiele się zdziwiłam, jak na koniec dnia na dobre złapałam ostrą arytmię. A was zapewne nie zdziwi, że wtedy okazało się, że mi wyszły leki kardio. Prawda?

W związku z powyższym dzisiejsza druga doba po szczepieniu była rajskim wypoczynkiem i naprawdę nie ma co wspominać o wyrwaniu ze snu przez telefon od Madre z pytaniem o to, ile się gotuje pierogi…

Nie… dzisiaj to normalnie bajka! Temperatura mi zjechała do trzydziestu siedmiu i sześciu, co samo w sobie było błogosławieństwem, ponieważ powyżej trzydziestu ośmiu ja się kwalifikuję na OIOM, a trzydziestu dziewięciu chyba bym nie przeżyła. No takie mam głupie oprogramowanie, co ja poradzę?

Poza tym daję radę wstać z łóżka i dowlec się do łazienki i tylko tak śmiesznie trzęsą się mi kolanka przy siadaniu. No wiecie na czym również. Więc nawet się zapędzam w kierunku schodów, bo NOP to NOP i minie, a połamane nogi czy tam co gorzej, to jednak uziemiłyby mnie na dłużej. A ja już mam odciski na tyłku od tego leżenia…

O, mogłam dziś włączyć kompa, bo mi już obraz nie latał, łba nie rozwalała udarowa wiertarka (metaforyczna Janek, metaforyczna…), światłowstręt nie pakował głowy pod trzy poduszki i przestały mi wypadać z rąk trzymane w nich przedmioty. No to postanowiłam się do was odezwać, żeby nie było, że zapomniałam, czy co.

Czy uważam, pomimo tych dwóch dób udręki, że warto było się zaszczepić trzecią dawką?

O tym jutro. Jeśli dożyję. Bo to wiecie: nigdy nie wiadomo.

A teraz pójdę pogadać z ciśnieniomierzami. Mam w domu dwa i od wczoraj pokazują mi nieco rozbieżne wartości. Nie, że każdy z nich. No błagam… To są MOJE ciśnieniomierze, więc pokazują rozbieżne wartości każdy z osobna przy każdym powtórzonym badaniu! No i nie wiem, czy mam dzwonić po to pogotowie, czy sobie odpuścić…

PS.
Piter mi przywiózł tabletki. To może do jutra jednak dociągnę…

© 2022, Rutyna Chaosu. All rights reserved.